Dopiero przyjechałam do kraju po trzytygodniowej, bałkańskiej przygodzie. Było dużo słońca, przewyższeń i emocji. Góry Północnoalbańskie, zwane Przeklętymi okazały się dla nas bardzo łaskawe i obdarowały nas przepiękną pogodą na cały czas trekkingu. 
O szlaku Peaks of The Balkans dowiedziałam się chyba przez przypadek. Już nie pamiętam, w którym zakątku internetu znalazłam pierwszą wzmiankę, ale od samego początku zostałam pochłonięta przez wizję całkowicie babskiego trekkingu.

Peaks of The Balkans to zaprojektowany w 2010 roku szlak, prowadzący przez granice trzech państw – Albanii, Kosowa i Czarnogóry. Jego całkowita długość to 192km, na tej trasie znajdziemy około 10km przewyższeń. Szlak według zamysłu autorów rozpisany jest na 10 dni różnorodnego trekkingu, czasy przejść są w miarę racjonalnie dobrane do możliwości kondycyjnych przeciętnej osoby. Noclegi zaplanowane są w osadach ludzkich – nie spodziewajmy się jednak znanych nam wsi i miasteczek, raczej można liczyć na kilka zbitych deskami chatek i kilka nowszych budynków, które powstały w ostatnich latach z myślą o turystach. Na trasie prawie w ogóle nie ma sklepów, o żywność musimy pytać lokalnych mieszkańców. 

theth
Widok na dolinę Theth spod ściany Maja e Harapit.

Dziewczyny na szlak!

Gdzieś tam z tyłu głowy zakwitł mi pomysł wyruszenia na szlak w całkowicie babskim gronie. Taka wędrówka przepełniona kobiecym zachwytem nad światem, emocjami i typowo żeńską energią, którą można wydobyć tylko w zaufanym gronie. Pomimo tego, że w dzisiejszych czasach ciężko o 2 tygodnie urlopu, udało się zebrać pozornie obce sobie dziewczyny (tylko ja byłam ich wspólną znajomą) i stworzyć zgrany zespół, który zmieścił się w malutkim 3-osobowym namiocie (wszystkie jesteśmy kurduplami, więc można było położyć się w poprzek). 

Tym sposobem Asia, Ola i Dominika stały się moją rodziną na bałkańskich bezdrożach. Każda z nas do zespołu wniosła coś istotnego – jakąś cząstkę pozytywnej energii, która zmieszana przeprowadziła nas przez ten szlak.

girls on hike
Przed wyruszeniem na szlak – na zdjęciu od lewej Kasia (która wędrowała z nami 1 dzień), Dominika, ja, Ola i Asia. W tle Maja e Harapit.

Peaks of the Balkans – szlak kontrastów

Co na Peaks of the Balkans zachwyciło mnie najbardziej? Po pierwsze różnorodność – podczas trekkingu mijamy wiele pasm górskich, z których każde jest inne. Rozpoczynamy wśród surowych, skalistych szczytów, przemierzamy rozległe, pokryte trawą wzgórza, przypominające nasze Bieszczady, trafiamy do starych lasów z ogromnymi drzewami, nad piękne jeziora polodowcowe i do małych wiosek, w których spotkamy mieszkańców różnych narodowości i religii. Czasem w ciągu kilku godzin krajobraz zmienia się nie do poznania. Ludzie z zasady są życzliwi, a wszyscy turyści spotkani na szlaku stają się na chwilę naszymi przyjaciółmi, z którymi można wymienić się doświadczeniami.

Niesamowitą rzeczą, której nie spotkamy już w naszych polskich górach jest kultura pasterska. Wędrując często mijamy ogromne stada owiec, krowy, które nie są przybite szpilką do kawałka ziemi tylko swobodnie spacerują po pastwiskach, konie, świnie i kozy. W wioskach każdy ma swoje kury, świeże mleko i własnoręcznie wyrabiany ser – najlepiej owczy lub kozi. Możemy doświadczyć spotkania ze światem, który na polskiej wsi był kiedyś codziennością.

trekking, mountains
Okolice wioski Balquin.

Szlaki gringo

Najmniej pozytywnym doświadczeniem z całego trekkingu okazała się powolna komercjalizacja regionu. Lokalni mieszkańcy zachłysnęli się świecącymi euro, którymi wypchane są portfele bogatych turystów z Niemiec, Francji i Izraela, przez co w ostatnich kilku latach guesthouse’y wyrastają jak grzyby po deszczu i można odczuć, że ich właścicielom zależy tylko na pieniądzach. Standardem jest kwota 25 euro za nocleg z kolacją i śniadaniem, na którą zachodni turyści godzą się bez zastanowienia. Nasze stwierdzenie, że nie mamy tylu pieniędzy spotykało się z niedowierzaniem.

Zdarza się również, że na wstępie bez pytania byłyśmy częstowane kawą, a dopiero później okazywało się, że musimy za nią zapłacić. Warto więc negocjować dokładnie co dostajemy i za ile pieniędzy – żeby potem nie było niedomówień. W każdej albańskiej wiosce jest zwyczaj „łapania” turystów przez dzieciaki – miłe dziecko podjeżdża na rowerku, zagaduje pięknym angielskim, a to wszystko tylko po to, żeby zaprowadzić was do jego rodzinnego guesthousu. Wtedy też dowiadujemy się, że dzisiaj na pewno nie zdążymy dotrzeć do planowanego celu naszej wędrówki i że najlepszym wyborem będzie skorzystać z ich oferty. O ile nie mamy nieskończonej ilości gotówki, musimy grzecznie odmawiać i uparcie trzymać się swojego zdania.

Przypomniał mi się film dokumentalny, który oglądałam wiele lat temu pt. „Szlaki gringo”. Poruszał on problematykę niszczenia lokalnych kultur i stylu życia mieszkańców przez masowy rozwój turystyki. Widać gringo dotarł także tu.

Zachwycona światem

Wielodniowa wędrówka była jednym z moich marzeń od wielu lat. Wreszcie udało mi się zrealizować je w wielkim stylu – kobieca przeprawa przez nieodkryte, bałkańskie Góry Przeklęte stała się poligonem wielu doświadczeń. Zaskoczyłam siebie swoją kondycją i sprawnością organizacyjną, napaliłam się na kolejne takie wyjazdy. Peaks of the Balkans był dla nas miejscem budowania wyjątkowych więzi i poznawania samych siebie.

Czasem zadaję sobie pytanie – po co tak właściwie podróżuję? I nie mam na nie żadnej odpowiedzi. Jest tylko zachwyt nad pięknem tego świata i poczucie bycia we właściwym miejscu „tu i teraz”, na łonie natury. 

peaks of the balkans

2 Comments

  1. Pingback: Kobiety na szlaku - szpejara.pl

  2. Pingback: Gudauri czyli Gruzja na nartach - szpejara.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *