Od lat marzyło mi się wspinanie, a za kursem skałkowym kolejnym krokiem jest kurs taternicki. To już „poważniejsza” forma szkolenia, przygotowuje nas bowiem do samodzielnego wspinania latem w górach (nie tylko Tatrach).

Kurs planowałam długo. Trzeba załatwić wolne w pracy, odłożyć stosowną sumę, dokupić szpej, wybrać instruktora i dogadać szczegóły. Piękne Tatry kusiły mnie swoimi granitowymi ścianami.

A potem przyszła rzeczywistość. Prognozy na lipiec nie wyglądały optymistycznie – przez całe 14 dni kursu mogliśmy liczyć na może kilka dni słońca, albo poranków bez chmur, które zaraz po południu zmieniały się w burze. Padła szybka decyzja – jedziemy do Paklenicy! Wyrzuciłam z plecaka tylko zapas bielizny termoaktywnej, a na jego miejsce wrzuciłam bikini. Całego kursu tam nie zrealizujemy (zgodnie z wytycznymi PZA, przynajmniej 5 dni wspinaczkowych musi odbyć się w Tatrach).

Ten chorwacki park narodowy urzekł mnie głownie dostępnością dla wspinaczy. Wjeżdżamy sobie autkiem na parking między skałami, obok jest toaleta, sklepik, bar i wypożyczalnia sprzętu wspinaczkowego (strasznie droga, ale jest). Od samego początku z głównej drogi startują drogi – jedno i wielowyciągowe o różnych stopniach trudności. Podejście pod ścianę nie trwa więcej niż pół godziny. W razie potrzeby można kupić topo, a przy części dróg są wbite metalowe tabliczki z nazwą i wyceną. Nie ma tutaj mowy o tradycyjnej, polskiej skromności wspinaczy. Na starcie od razu zakładamy uprzęże, obwieszamy się szpejem i na wspinanie idziemy tylko z najpotrzebniejszymi rzeczami.paklenica

Musimy liczyć się z tym, że droga, która ma 50 metrów nie będzie miała wpinek co metr. Warto zabrać ze sobą różne zabawki dla poprawy komfortu psychicznego, albo o tym komforcie zapomnieć. Po zrobieniu dłuższej drogi, często nie ma możliwości zjazdu do podstawy ściany i musimy schodzić na piechotę. Znalezienie takiej trasy zejściowej to czasem niezła zagadka – oznaczone są one zwykle kopczykami z kamieni (a tam naprawdę wszędzie są kamienie i piarżyska, czasami ciężko stwierdzić, czy ten konkretny to już kopczyk), czasem ktoś maźnie czerwoną farbą pasek. Niekiedy warto się przyasekurować na zamontowanej lince stalowej (zatrzymać nie zatrzyma, ale przynajmniej wyhamuje).

Przyznam się, nie było to dla mnie łatwe. Trudniejsze drogi kosztowały mnie wiele stresu i nerwów, ale cierpliwy zespół na szczęście nie odesłał mnie do domu. Nauczyłam się wiele, zarówno w teorii jak i praktyce. Poznałam też lepiej swoje słabości i wiem już, że tylko spokój może mnie uratować.

paklenica

Paklenica to miejsce, gdzie usłyszymy wrzask tysięcy ptaków, które mają gniazda w skalnych dziurach, spalimy sobie plecki od słońca i zedrzemy skórę do krwi na ostrych jak brzytwa chwytach. Tarcie jest tak potężne, że po ustawieniu buta na stopniu, czasem trudno go oderwać. W godzinach południowych raczej jest za gorąco na wspinanie, lepiej położyć się pod drzewami w wąwozie, albo wykąpać się w płynącej dołem rzeczce.

A po wspinie możemy przejść się na plażę (kawałek betonu i kamienie), wypić Ożujsko (grejfrutowe chorwackie piwo) i kupić pocztówki z Winnetou (podobno kiedyś ktoś tu kręcił o nim serial).

paklenica

Zdjęcia użyte do postu zostały częściowo wykonane przez Piotra Drobota (http://www.szkolawspinania.com.pl/), który prowadził nasz kurs oraz moich kursowych kolegów – Adama i Patryka.

Leave A Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *