Wielkie ściany, legendarne drogi, Dach Europy – na samą myśl o miasteczku Chamonix wszystkim pasjonatom gór zaczyna szybciej bić serce, ale gdzieś z tyłu głowy pojawia się lęk „czy ja sobie dam radę?”.

W sierpniu udało mi się odpowiedzieć na to pytanie. I okazało się, że tak – nawet ja ze słabą psychą i lamerską cyfrą na koncie znalazłam swoje miejsce w najwyższych górach Europy. Dzisiaj opowiem trochę o swojej przygodzie, która trwała tylko 7 dni, ale pozwoliła mi oswoić się z Alpami.

Nie chciałam wchodzić na Mount Blanc, skupiłam się na letnich możliwościach w okolicy, a tych jest bardzo dużo. Chamonix to nie tylko czterotysięczniki, ale także przyjemne skalne wspinanie i wiele innych atrakcji.

Po pierwsze – jak dojechać?

Ja na grupie na fb „Umawianie na wspinanie” znalazłam grupę Polaków, którzy akurat jechali zdobyć Mount Blanc. W sezonie letnim kilka razy w tygodniu ktoś pokonuje trasę Polska-Chamonix i bardzo łatwo jest znaleźć wspólny transport. No a poza tym można wziąć swoje auto. 

Jeszcze jedną ciekawą opcją, którą znalazłam (a kosztowo wcale nie wychodzi drożej od samochodu) jest samolot do włoskiego Bergamo i przejazd Flixbusem do Chamonix (z przesiadką w Aoście). Można łatwo znaleźć tanie loty z różnych miast Polski i przy okazji przesiadek zwiedzić kilka miasteczek po drodze. Czasowo wychodzi na tyle samo (a jest zdecydowanie mniej siedzenia w miejscu, bo mamy kilka godzin na przesiadki), a finansowo możemy się zamknąć w 200zł już z bagażem rejestrowanym!

climbing

Po drugie – gdzie wspinać?

Kiedy namawiałam koleżankę, żeby ze mną jechała, dowiedziałam się, że słyszała o trudnych podejściach przez lodowce, długich i trudnych górskich drogach, na których na pewno nie damy sobie rady i umrzemy. A jednak pojechałam. Na miejscu okazało się, że są też rejony całkowicie łatwe, całkowicie obite i na dodatek można do nich dojechać autem! Żadnego podejścia, tylko spacer jak pod Dupę Słonia i już mamy przed sobą 150 metrów przyzwoitej granitowej ściany.

Ze swojej strony mogę polecić Vallorcine – Tomasz zawiózł mnie tam na „rozwspinanie”. Skała oferuje 5-6 wyciągowe, bardzo łatwe, obite drogi. Były to moje pierwsze kroki w granicie, a łatwa cyfra pomogła mi obyć się z tym typem skały. Ogromnym plusem tego miejsca jest to, że skała do jakiejś 13-14 jest w cieniu. W tym roku słońce jest bezlitosne i za wspinanie w słońcu można dostać udar gratis.

climbing vallorcine

Nie mieliśmy za dużo czasu, żeby obczajać wszystkie rejony w okolicy, ale z polecanych miejsc z łatwym dostępem jest również Perrons de Vallorcine. Tam jest już bardziej górsko, trzeba mieć pojęcie o osadzaniu własnej asekuracji, ale nie musimy podchodzić po lodowcu.

Jeśli pójdziecie do biura przewodników w Chamonix, na pewno polecą jakiś ciekawy rejon i skserują topo. 

Plan de l’Aiguille

Kolejnym etapem naszej alpejskiej przygody było podejście na Plan l’Aiguille, czyli tak zwane Igły od Północy. Można tam wjechać kolejką, ale kosztuje około 30 euro więc dusza polskiej cebuli zadecydowała.

Podchodzenie zaczynamy na parkingu w Chamonix i idziemy krętą i bardzo stromą ścieżką przez około 3 godziny. Po drodze miniemy schronisko Refuge du plan de l’aiguille. Podchodzimy do pośredniej stacji kolejki na Aiguille du Midi i stamtąd odbijamy w lewo, nad Lac Bleu – czyli niebieskie jeziorko. Jest to taka estetyczna, niebieska, duża polodowcowa kałuża w otoczeniu granitowych głazów. Tam większość wspinaczy rozbija swoje obozowiska przed wyruszeniem w drogę. Nad obozowiskiem góruje szczyt Aiguille du Plan.

Nie polecam pić wody z jeziorka bezpośrednio (widziałam ludzi, którzy się tam kąpią), ale osobiście wypiłam i przeżyłam. Można przegotować i wtedy jest luksus. A dla osób, które mają więcej czasu jest wycieczka kilkanaście minut w dół do schroniska, gdzie znajdziemy źródło z pitną wodą.

aiguille de plan, chamonix

Z tak zwanego Planu można w ciągu godzinki-dwóch podejść pod całkiem poważne, górskie drogi. My z Tomaszem ruszyliśmy na Grań Motyli – Arête des Papillons. Jest to chyba najłatwiejsza propozycja w okolicy, która zachwyca widokami i dostarcza emocji początkującym wspinaczom. Tutaj wiedza z kursu skałkowego zdecydowanie nam nie wystarczy. Musimy umieć odnieść topo do stanu rzeczywistego, znaleźć dobre miejsce na stanowisko i rozsądnie osadzać własną asekurację. Ze względu na graniowy charakter wyciągi prowadzą zarówno do góry, trawersem, jak i w dół. Ogólna wycena drogi to 5c, a najtrudniejsze wyciągi na pewno zaskoczą kominami i przerysami. Na drodze też trafimy na kilka „śmiałych” kroków nad przepaścią. 

Samo skończenie drogi nie oznacza, że trudności się skończyły – przed nami strome zejście, uzupełnione w kilku miejscach o stanowiska zjazdowe. Nam trochę przez przypadek udało się trafić na linię zjazdów do samej podstawy ściany, ale równolegle prowadzi też ścieżka zejściowa.

Drugi dzień „na Planie” spędziłam wylegując się w słonku nad jeziorkiem. Właściwie nie miałam wyboru, bo w okolicy ciężko znaleźć zacienione miejsce. Słońce na tej wysokości operuje bardzo mocno i już po kilku godzinach miałam poparzenia. Kolejna porada – smarujcie się kremem z filtrem!

Ze spania na Planie najmilej wspominam spektakularne wschody i zachody słońca, morze gwiazd nad głową i poczucie spokoju, który można znaleźć tylko w górach.

mountain sunrise, chamonix

Po trzecie – co mogę robić w Chamonix poza wspinaniem?

Miasteczko Chamonix to takie większe Zakopane. Są nawet właściwe dla tego miejsca „krupówki” ze sklepami z pamiątkami i knajpami. Bardzo urokliwa miejscowość. Na pewno trzeba polecić burgera w Poco Loco i lodziarnię Chamon’ice (ale se wymyślili sprytną nazwę!).

Można pójść do biura przewodników i obejrzeć na miejscu ciekawe wystawy o Alpach i ogromną makietę okolicznych pasm górskich. Można też wjechać kolejką na któryś ze szczytów albo na Mer de Glace, największy lodowiec w okolicy (ale to naprawdę droga opcja). Jest to też raj dla paralotniarzy, którzy w każdy słoneczny dzień okupują przestworza.

Lac Passy

Jeziorko Passy znajduje się jakieś 30min drogi samochodem od Chamonix i jest idealną propozycją na dzień restowy. Po drodze miniemy też ogromny Decathlon, gdzie można uzupełnić sprzęt turystyczny i wspinaczkowy w dobrej cenie. 

Nad jeziorkiem jest cień, knajpy, ławeczki, chodniczki i przyjemna woda do pływania. Ludzi jest sporo, ale na pewno mniej niż na plaży w Łebie w szczycie sezonu. Mocząc dupkę można podziwiać Aiguille de Varan, a z drugiej strony wyłania się kopuła Gouter, zza której wystaje szczyt Mount Blanc.

mountain, lake
Widok z Lac Passy na Aiguille de Varan

Po czwarte – trochę logistyki

Na miejscu oczywiście musimy też spać i jeść. W centrum Chamonix mamy darmowy parking, na którym jest darmowy kibelek z umywalką. Na parkingu sporo osób rozbija namioty, śpi w samochodach i na karimatach. Jeśli potrzebujemy prysznica to jest camping za 8 euro, a dla wygodnickich całe miasteczko składa się z pensjonatów, hoteli i kwater, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

Zakupy robimy w pobliskim Carrefourze, albo w samym centrum w mniejszych (ale i trochę droższych) marketach. Tak naprawdę jedzenie jest niewiele droższe niż w Polsce, więc oszczędny pobyt w Chamonix wcale nie zrujnuje naszego portfela.

Czy warto?

Na pewno warto. Jeśli tylko chcesz poczuć smak Alp, może zdobyć Mount Blanc, wspiąć się na wielkie ściany, a może tylko przespacerować się po okolicznych szlakach – tak naprawdę każdy znajdzie tu dla siebie miejsce. Pamiętaj, żeby racjonalnie oceniać swoje możliwości, mieć podstawowy sprzęt i zawsze sprawdzać prognozę pogody. 

Tym razem odkryłam Chamonix w wersji letniej, a wyprawy na zaśnieżone czterotysięczniki na pewno przede mną 🙂

mountains, alps, chamonix

Leave A Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *